Recenzja spektaklu „Mokradełko”

„Mokradełko” to spektakl w reżyserii Mikołaja Grabowskiego, napisany w oparciu o tekst reportażystki nominowanej do Literackiej Nagrody Nike. Spektakl porusza dość trudny temat. Opowiada historię Halszki Opfer, która odważyła się napisać książkę o tym, jak była molestowana w dzieciństwie przez ojca. Swoją opowieścią wywołała wiele kontrowersji. W książce dziennikarka badała opinie ludzi, którzy bezpośrednio znają Halszkę. Chciała zobaczyć, jak reagują na jej historię. Zasiadając w teatrze nie znałem jednak oryginalnego tekstu, toteż nie mam punktu odniesienia.

Halszka od trzeciego roku życia była wykorzystywana seksualnie przez ojca, jednakże nie zachowuje się jak ofiara. Na scenie pojawia się już na samym początku sztuki. Pierwsza opinia, którą poznajemy, to opinia jej teściowej. Uważa, że Halszka jest sama sobie winna, że nie potrafiła odmówić, mimo że miała tylko trzy lata. Mąż Halszki nie broni jej zbyt dobrze. Wynika to z tego, że nie chciał narazić się matce. Możemy też poznać opinię sąsiadki, która uważa że Halszka szuka sensacji i swoją historią chce zwrócić na siebie uwagę.

Główna bohaterka wygląda dość kiczowato. Futerko, duży dekolt, mini spódniczka, ażurowe rajstopy i kozaki. Zdecydowanie nie wygląda, ani nie zachowuje się jak osoba nosząca w sobie traumę.

Scenografia jest bardzo realistyczna. Przywodzi na myśl wystrój typowy dla PRLu, zarówno jak chodzi o wygląd klatki schodowej, jak i wystrój mieszkania.

Reporterka od początku miała we wsi misję. Chciała pomóc Halszce porozmawiać w końcu z matką o ojcu. Matka bowiem nie chciała uznać tego, że pod jej dachem przez tyle lat działy się takie rzeczy. W gruncie rzeczy ma, podobnie jak większość pozostałych mieszkańców Mokradełka, wątpliwości czy to w ogóle miało miejsce. Wynika to z faktu, iż główna bohaterka zdecydowanie nie stroni od kontaktów z ludźmi, a zamiast cierpieć w milczeniu, o swojej krzywdzie opowiada każdemu. Przyznaje również otwarcie, że lubi seks, a to nie jest normalne zachowanie w przypadku osoby która doświadczyła molestowania w dzieciństwie. Halszka przez swoją krzywdę chce zwrócić na siebie uwagę matki.

Akcent został położony właśnie na relację matki z córką, odmiennie niż sugerowałby temat spektaklu. Było to ciekawe posunięcie, choć byłoby o wiele lepiej gdyby nie brak wiarygodności u dwóch aktorek. Jak wiadomo Halszka czuje wielki żal do matki, ale gdy próbuje ją sprowokować do zwierzeń na temat ojca i tego, co zaszło w dzieciństwie, robi to prawie bez emocji. Brakuje wyrazistości której można by spodziewać się po kobiecie takiej jak Halszka.

Pozostałe kobiety mieszkające w tej wsi odnosząc się do Halszki skupiają się na własnych problemach. Jedna z sąsiadek mówi, że zazdrości Halszce sławy, a Teściowa jest zła, że odciągneła od niej jej syna. Mężczyźni są natomiast zdystansowani. Mąż Halszki wydaje się ją wspierać, ale ma ją za kobietę słabą. Jej ojciec, który na scenie pojawia się jako wspomnienie, zdaje się nie dostrzegać tego, że przez całe życie ją krzywdził.

Tego wszystkiego słucha reporterka, która nadaje historii ostateczny kształt. Jest zawiedziona tym czego się dowiedziała, bo konfrontacja Halszki z matką nie doprowadziła do żadnego przełomu. Nic się nie zmienia, prawda nie wygrywa, jedynie Halszka zgadza się zgodnie z wolą jej matki zakładać do telewizji ciemne okulary.

Nie potrafię ocenić jednoznacznie tego spektaklu. Było wiele elementów, które mi się podobały, ale nie przeważają nad tymi negatywnymi. Historia wydawała mi się (głównie przez grę aktorską Halszki i jej matki) mało wiarygodna, ale mimo tego była ciekawa. Uważam, że pomimo negatywów, warto się wybrać na ten spektakl. Zobaczyć, że prawda nie zawsze leży tam gdzie się jej spodziewamy.