Recenzja spektaklu „Dzieci Zony”

W marcu miałem okazję zobaczyć w Teatrze Nowym spektakl pt. „Dzieci Zony”, w reżyserii Grzegorza Reszki, na podstawie tekstu Walerija Szergina. Jest to opowieść o zniewoleniu mieszkańców Czumurtii, kraju rządzonego twardą, nieznoszącą sprzeciwu, dyktatorską ręką. W kraju tym oznaką najwyższego szczęścia jest przydział stołu, 3 krzeseł, żywności, dziecka i małżonka. O małżonce nie może być mowy, gdyż światy kobiet i mężczyzn są od siebie całkowicie oddzielone. Władze proponowały szczęście wyłącznie w wersji homoseksualnej. Do tej „utopii” przybywa pewnego dnia Stalker – obywatel wolnego miasta. Odwiedził on rodzinę Fiedota, zarażając marzeniem wolności jego „żonę” oraz „córkę”, będące tak naprawdę mężczyznami. Chcieliby oni życia bez żadnych przymusów, ani strachu. Nastrój ten z czasem udziela się również Fiedotowi. Postanowili podjąć próbę ucieczki…

W adaptacji Grzegorza Reszki pojawiają się liczne polityczne nawiązania, nadające spektaklowi antyputinowski wydźwięk. Prezydent Czumurtii został przedstawiony jako człowiek, który nie pije, nie pali i zarządza zdrowy tryb życia. W tym antyutopijnym świecie zostało również nałożone embargo na polskie jabłka. Aktualne konteksty to również między innymi stojąca na scenie skrzynia po rakietach Grad, jak i muzyka zespołu Lyapis Trubeckoj. Usłyszeć można było miedzy innymi „Не быць скотам” („Nie być bydłem”), jeden z nieoficjalnych hymnów kijowskiego majdanu.

Więcej kontekstów wyłapią oczywiście ludzie, czujący jeszcze posmak komunistycznego ustroju. Młodzi ludzie odczytają to przedstawienie raczej jako historię o egoizmie, konformizmie i płynącym z niego fałszywym szczęściu.

Warto powiedzieć też parę słów o scenografii. Charakteryzuje ją minimalizm i funkcjonalność. Są to jeżdżące na kółkach ściany zbudowane z prześwitujących, drewnianych skrzynek. Dzięki ich odpowiedniemu ustawieniu, oraz nieznacznej zmianie dekoracji możemy znaleźć się w biurze, domu czy nawet więzieniu.

Aktorzy zagrali natomiast swoje role na bardzo wysokim poziomie. Zarówno gestykulacja, sposób mówienia, jak i mimika spełniały oczekiwania. Całości dopełniły znakomite kostiumy oraz głos z offu wprowadzający kolejnych aktorów na scenę.

Sztukę mogę ocenić pozytywnie. Nawet bez znajomości kontekstów historycznych, można odczytać przedstawienie na swój sposób. Zdecydowanie polecam je wszystkim, którzy lubią nowoczesny teatr.